kaczmarek.is

all about e-commerce

We wrześniu 2026 roku Allegro i Amazon wykonały w odstępie piętnastu dni ten sam ruch. 9 września, po konferencji Allegro Open, prezes Allegro Marcin Kuśmierz zapowiedział, że platforma planuje „udostępnić partnerom nasze rozwiązania logistyczne, finansowe czy reklamowe także poza platformą, m.in. w ich własnych sklepach internetowych”. 24 września Amazon ogłosił, że sprzedawcy w USA mogą podłączyć do Seller Central swoje konta w eBay, Shopify, TikTok i Walmart i obsługiwać je z jednego panelu.

Dla marki to pytanie zarządcze, a nie technologiczne. Marketplace był dotąd kanałem sprzedaży i billboardem, który budował rozpoznawalność. Teraz chce być także infrastrukturą, na której działa reszta biznesu: sklep własny, konkurencyjne platformy, logistyka, płatności. Każda z tych ról ma swoją cenę. W najnowszej płaci się wiedzą o tym, ile, gdzie i za ile sprzedajesz.

Większość sklepów internetowych u progu nowego kwartału mierzy się z tym samym, powracającym problemem. Budżety marketingowe nieustannie rosną. Platformy reklamowe dumnie raportują rekordowe zwroty z inwestycji. Ostateczny zysk netto na kontach firmowych jednak dramatycznie maleje. Zespoły marketingu wyrywają sobie włosy z głowy, próbując wymyślić lepszą promocję. Byli jednak w błędzie. Przyczyna leżała gdzie indziej.

Winny jest przestarzały kompas strategiczny. Zamiast skupiać się na realnej zyskowności poszczególnych kohort klientów, wpadamy w pułapkę uśrednionych metryk. Prawdziwym problemem nie jest sam koszt kliknięcia. Prawdziwym wyzwaniem jest to, że nie wiemy, kiedy dokładnie zaczynamy przepłacać za akwizycję. Spójrzmy prawdzie w oczy. Model wzrostu, oparty na pompowaniu wolumenu za wszelką cenę, przestał działać.