Większość sklepów internetowych u progu nowego kwartału mierzy się z tym samym, powracającym problemem. Budżety marketingowe nieustannie rosną. Platformy reklamowe dumnie raportują rekordowe zwroty z inwestycji. Ostateczny zysk netto na kontach firmowych jednak dramatycznie maleje. Zespoły marketingu wyrywają sobie włosy z głowy, próbując wymyślić lepszą promocję. Byli jednak w błędzie. Przyczyna leżała gdzie indziej.
Winny jest przestarzały kompas strategiczny. Zamiast skupiać się na realnej zyskowności poszczególnych kohort klientów, wpadamy w pułapkę uśrednionych metryk. Prawdziwym problemem nie jest sam koszt kliknięcia. Prawdziwym wyzwaniem jest to, że nie wiemy, kiedy dokładnie zaczynamy przepłacać za akwizycję. Spójrzmy prawdzie w oczy. Model wzrostu, oparty na pompowaniu wolumenu za wszelką cenę, przestał działać.