To koniec świata, jaki znamy. Trwał dwie minuty

strategia operacje marketplace P&L

12 sierpnia 2026 roku miał być dniem, w którym z platform sprzedażowych znikają oferty. Tego dnia zaczęło być stosowane unijne rozporządzenie opakowaniowe PPWR, a w branży od tygodni krążyła zapowiedź, że platformy zaczną weryfikować numery rejestrowe sprzedawców i wygaszać oferty tych, którzy nie dopełnili formalności. Scenografię dołożył zbieg okoliczności, bo tego samego popołudnia przeszło nad Europą całkowite zaćmienie Słońca, pierwsze widoczne z kontynentu od 1999 roku. Przez większość historii takie zjawisko odczytywano jako zapowiedź końca świata. Tym razem również się nie sprawdziło. Oferty zostały na miejscu.

I właśnie to jest problem, a nie ulga. Zmiana regulacyjna w handlu online prawie nigdy nie następuje w dniu wpisanym do kalendarza. Następuje pomiędzy datami, w tempie, którego nikt nie ogłasza. Firma, która przygotowuje się na wyznaczony termin, a potem wraca do pracy, bo nic się nie wydarzyło, mierzy czas w niewłaściwej skali. Ryzyko nie zniknęło. Ono się po prostu nie ogłasza.

Odruch, który przestał działać

Przez ostatnią dekadę Unia Europejska nie tyle dokładała e-commerce kolejne przepisy, ile przesuwała punkt, w którym te przepisy dotykają firmy.

Pierwsza fala, mniej więcej od 2014 do 2018 roku, dotyczyła tego, co sklep ma napisane. Ustawa o prawach konsumenta obowiązująca od 25 grudnia 2014 roku przyniosła czternaście dni na odstąpienie od umowy i rozbudowany katalog obowiązków informacyjnych. RODO stosowane od 25 maja 2018 roku dołożyło politykę prywatności, rejestr czynności i umowy powierzenia. Rozporządzenie o geoblokowaniu weszło w grudniu tego samego roku. Wszystkie te zmiany miały wspólną cechę: były projektem z datą zakończenia. Właściciel tematu był oczywisty, bo wystarczył prawnik. Regulamin napisany raz działał latami.

Druga fala, od 2021 do 2024 roku, dotyczyła już tego, co sklep liczy i raportuje. Pakiet VAT dla e-commerce od 1 lipca 2021 roku wprowadził procedury OSS i IOSS oraz konstrukcję uznanego dostawcy dla platform. Dyrektywa Omnibus, wdrożona w Polsce łącznie z dyrektywą towarową i cyfrową od 1 stycznia 2023 roku, kazała podawać najniższą cenę z trzydziestu dni przed obniżką, weryfikować pochodzenie opinii i ujawniać zasady plasowania ofert. Akt o usługach cyfrowych, stosowany od 17 lutego 2024 roku, wprowadził identyfikowalność przedsiębiorców na platformach. DAC7, obowiązujący w Polsce od 1 lipca 2024 roku i obejmujący raportowaniem wstecznie lata 2023 i 2024, sprawił, że administracja skarbowa zaczęła otrzymywać dane o sprzedawcach bezpośrednio od platform.

Tu przebiega pierwsza istotna granica. Najniższa cena z trzydziestu dni nie jest zdaniem w regulaminie. Jest funkcją silnika cenowego, uruchamianą przy każdej promocji. Prawnik potrafił opisać ten obowiązek. Wdrożyć go już nie.

Trzecia fala trwa i przyspiesza. GPSR stosowane od 13 grudnia 2024 roku wprowadziło osobę odpowiedzialną z siedzibą w Unii, widoczną na karcie produktu. Europejski akt o dostępności (EAA), stosowany od 28 czerwca 2025 roku, uczynił przedmiotem regulacji sam interfejs sklepu. Polski system kaucyjny ruszył 1 października 2025 roku i objął także sprzedaż wysyłkową. PPWR od 12 sierpnia 2026 roku wymaga rejestracji tam, gdzie firma jest producentem w rozumieniu tego reżimu, przedstawiciela tam, gdzie nie ma siedziby, oraz dokumentacji technicznej i deklaracji zgodności dla opakowania.

Zmienia się to, co sklep sprzedaje, skąd to bierze, w co pakuje i co o tym mówi. Po raz pierwszy obowiązek wychodzi poza firmę, bo żeby go wykonać, trzeba mieć dane od dostawcy, czasem od dostawcy dostawcy. Właściciel tematu przestał istnieć.

Pięć zmian, które przetrwają kolejne nowelizacje

Katalog regulacji zestarzeje się w ciągu roku. Mechanizm nie.

Pierwsza zmiana dotyczy ciężaru dowodu. Kiedyś organ musiał wykazać naruszenie, dziś przedsiębiorca musi mieć dowód przygotowany, zanim ktokolwiek zapyta: numer rejestrowy, deklarację zgodności, dokumentację techniczną, uzasadnienie twierdzenia o ekologiczności. Konsekwencja jest niewygodna. Brak dowodu bywa naruszeniem samodzielnie, niezależnie od tego, czy z produktem faktycznie jest wszystko w porządku.

Druga zmiana jest najmocniejsza i to ona tłumaczy nerwowość wokół sierpniowej daty. Egzekucja przeniosła się z urzędu na platformę i na granicę. Platforma weryfikuje numer rejestrowy, zanim dopuści ofertę. Organ celny odmawia przyjęcia zgłoszenia, jeżeli brakuje wymaganego identyfikatora. Skutek nie ma formy grzywny po dwóch latach postępowania. Ma formę braku sprzedaży w środę rano. Ryzyko regulacyjne przestało być ryzykiem prawnym o odległym terminie zapadalności i stało się ryzykiem operacyjnym o terminie natychmiastowym.

Trzecia zmiana: obowiązek przestał być zdarzeniem i stał się stanem. Nie ma momentu, w którym firma jest gotowa. Rejestracje trzeba utrzymywać, sprawozdania składać cyklicznie, dane aktualizować przy każdej zmianie asortymentu, dostawcy, opakowania albo rynku. Nawyk z pierwszej fali, czyli wdrożenie z datą zakończenia, przetrwał dłużej niż warunki, w których miał sens.

Czwarta zmiana jest najczęściej mylona. Zasięg obowiązku wyznacza przepływ towaru, a nie adres firmy. Pytanie "w których krajach sprzedaję" wydaje się dobrym punktem wyjścia i bywa źródłem błędnych wniosków. Ta sama sprzedaż do pięciu państw może rodzić obowiązki w jednym albo w pięciu. Rozstrzyga nie lista rynków, tylko przebieg konkretnej transakcji: kto wystawia fakturę, skąd jedzie towar, kto zgłasza go do odprawy i kto po raz pierwszy udostępnia go na rynku krajowym. Ta sama firma bywa w każdym z tych państw kimś innym, a w części z nich nie jest nikim.

Piąta zmiana wyjaśnia, dlaczego firmy się spóźniają. Własność problemu rozproszyła się w organizacji. Jego fragmenty leżą w zakupach, logistyce, marketingu, finansach i IT, przy czym każdy dział widzi swój wycinek i żaden nie widzi całości. Problemem nie jest dostęp do przepisów, bo wszystkie są publicznie dostępne. Problemem jest to, że nikt nie ma w zakresie obowiązków pytania: co się zmieniło w ostatnim kwartale i czego to dotyczy u nas.

Jedna firma, kilka reżimów naraz

Załóżmy sklep z odzieżą, który sprowadza część asortymentu spoza Unii, sprzedaje we własnym sklepie i na dwóch platformach, w tym jednej zagranicznej, a w opisach używa hasła o materiale z recyklingu.

Ta firma podlega jednocześnie reżimowi opakowaniowemu, w którym jako importer jest producentem wszystkich kartonów i folii, w jakie pakuje towar, a rejestracja obowiązuje osobno w każdym państwie, w Polsce w rejestrze BDO, w pozostałych krajach w tamtejszych rejestrach EPR. Podlega przepisom celnym, bo od 1 lipca 2026 roku zniknęło zwolnienie dla przesyłek do 150 EUR i obowiązuje cło ryczałtowe 3 EUR od sztuki, a od 1 listopada 2026 roku zgłoszenie celne dla sprzedaży na odległość wymaga identyfikatorów produktu. Podlega przepisom o twierdzeniach środowiskowych, bo hasło o recyklingu wymaga dowodu przed publikacją. Podlega raportowaniu platform do administracji skarbowej, co jest reżimem zupełnie odrębnym od celnego, choć oba dotyczą tej samej przesyłki i bywają ze sobą mylone. A w perspektywie kilku lat dojdzie osobny system odpowiedzialności producenta dla tekstyliów, równoległy wobec opakowaniowego i wymagający własnej rejestracji.

Czy któryś z tych reżimów jest ważniejszy? Nie ma na to odpowiedzi, bo nie układają się w jedną listę. Każdy ma inny organ, inny kalendarz, inną definicję tego, kim jest zobowiązany podmiot, i inny moment, w którym brak dokumentu staje się widoczny. Priorytetyzacja jest trudna nie dlatego, że przepisów jest dużo. Jest trudna dlatego, że są nieporównywalne.

Gdzie to uderza w codzienną pracę

Karta produktu przestała należeć do marketingu. Stała się nośnikiem danych regulacyjnych: dane osoby odpowiedzialnej, informacja o trwałości i naprawialności, identyfikatory na potrzeby zgłoszenia celnego, docelowo dane paszportowe produktu.

Cennik przestał być wyłącznie decyzją handlową. Historia cen musi być przechowywana i prezentowana, więc promocja stała się operacją z wymogiem dowodowym.

Dobór opakowania przestał być kwestią szybkości pakowania. Rodzaj i skład opakowania wpływa na wysokość opłat, a docelowo na dopuszczalność samego opakowania.

Zakupy przestały dotyczyć wyłącznie ceny, terminu i jakości. Doszedł obowiązek pozyskania danych i dokumentów od dostawcy, a jego deklaracja przestaje wystarczać tam, gdzie potrzebny jest dowód.

Różnica między własnym sklepem a marketplace jest przy tym różnicą tempa, nie zakresu. Obowiązki są te same. We własnym sklepie brak dokumentu jest ryzykiem odłożonym w czasie, bo nikt go codziennie nie sprawdza. Na platformie brak numeru w polu formularza jest zdarzeniem operacyjnym tego samego dnia. Dlatego sprzedawcy wielokanałowi widzą te przepisy wcześniej i wyraźniej niż ci, którzy sprzedają wyłącznie u siebie. To nie znaczy, że tym drugim ich nie dotyczą.

Co jest w kalendarzu, a co dopiero w projekcie

Najbliższe miesiące są gęste. Poza wspomnianymi zmianami celnymi, od 19 lipca 2026 roku obowiązuje zakaz niszczenia niesprzedanej odzieży, akcesoriów odzieżowych i obuwia przez duże przedsiębiorstwa, wynikający z rozporządzenia o ekoprojekcie (ESPR). Zarządzanie nadwyżkami i zwrotami przestaje być decyzją wewnętrzną. Od 30 grudnia 2026 roku duże i średnie podmioty zaczynają stosować obowiązki wynikające z rozporządzenia o produktach niepowodujących wylesiania (EUDR), czyli gromadzenie i przechowywanie numerów referencyjnych w łańcuchu dostaw. Dalej rysuje się etapowe wdrażanie cyfrowego paszportu produktu (DPP), rozszerzenie mechanizmu dostosowywania cen na granicach (CBAM) i kolejne zmiany w rozliczeniach VAT.

Tu jednak potrzebne jest zastrzeżenie, którego brakuje w większości branżowych zestawień. Część dat krążących po rynku pochodzi z projektów, a nie z obowiązującego prawa krajowego.

  • Prawo do naprawy, w obiegu jako R2R. Termin transpozycji dyrektywy 2024/1799 upłynął 31 lipca 2026 roku. Polska go nie dotrzymała, prace prowadzi UOKiK, a do czasu uchwalenia ustawy najważniejsze zmiany w procedurze reklamacyjnej nie wejdą w życie.
  • Twierdzenia środowiskowe, czyli dyrektywa 2024/825, w publikacjach opisywana jako EmpCo albo ECGT. Projekt polskiej ustawy wdrażającej, prowadzony jako UC111, zakłada wejście w życie 27 września 2026 roku. W chwili pisania tego tekstu jest projektem. Warto pamiętać, że niezależnie od niego UOKiK już dziś kwestionuje hasła o ekologiczności bez pokrycia na podstawie przepisów o praktykach wprowadzających konsumentów w błąd.
  • Rozszerzona odpowiedzialność producenta dla tekstyliów, czyli EPR dla tej kategorii. Dyrektywa 2025/1892 wymaga transpozycji do 17 czerwca 2027 roku, a system ma działać operacyjnie od 17 kwietnia 2028 roku. Ministerstwo Klimatu i Środowiska przeprowadziło prekonsultacje w kwietniu 2026 roku, projekt ustawy jeszcze nie powstał.

Ten obraz zmieni się kilka razy w ciągu najbliższego roku i to jest dokładnie ta właściwość, wokół której trzeba zbudować proces, zamiast liczyć na jednorazowe nadrobienie zaległości.

Dlaczego ten obszar wychodzi z firmy

Każda firma handlowa ma listę procesów, których nie prowadzi sama. Nie dlatego, że nikt w środku by nie potrafił, tylko dlatego, że utrzymywanie kompetencji na stałe kosztuje więcej, niż jest warte. Ta decyzja rzadko bywa podejmowana świadomie i jeszcze rzadziej jest weryfikowana, kiedy zmieniają się warunki. Zgodność regulacyjna właśnie przeszła na drugą stronę tej granicy, a większość firm nie zauważyła momentu przejścia. Warto rozłożyć to na cztery argumenty, bo dopiero razem coś znaczą.

Po pierwsze, koszt jest stały, a korzyść epizodyczna. Żeby wiedzieć, że coś się zmieniło, trzeba śledzić stale. Żeby wiedzieć, że nic się nie zmieniło, też trzeba śledzić stale. Nakład jest ciągły, a moment, w którym się przydaje, przychodzi kilka razy w roku.

Po drugie, ta wiedza zużywa się rzadko, ale w całości. Kiedy przychodzi moment decyzji, potrzebny jest cały obraz naraz, a nie jego ułamek. To klasyczna sytuacja, w której dzielenie kosztu między wielu odbiorców wychodzi taniej niż utrzymywanie kompetencji u siebie.

Po trzecie, błąd jest asymetryczny. Oszczędność z prowadzenia tematu samodzielnie jest niewielka i pewna. Koszt pomyłki jest duży i losowy. Przy takim rozkładzie przeniesienie ryzyka bywa racjonalne nawet wtedy, gdy rachunek kosztów wychodzi na zero.

Po czwarte, i to jest argument, który najrzadziej pada. Najgroźniejszy nie jest przepis, o którym wiesz i którego nie zdążyłeś wdrożyć. Najgroźniejszy jest ten, o którego istnieniu nie wiesz. Samodzielne śledzenie z natury nie wykrywa własnych luk, bo szuka się tam, gdzie się już patrzyło. Ślepa plamka nie zgłasza się sama.

Sęk w tym, że dyskusja o outsourcingu tego obszaru toczy się zwykle na złym poziomie. Pytanie nie brzmi, czy potrafisz przeczytać rozporządzenie. Wszystkie teksty aktów są przetłumaczone i publicznie dostępne, a wytyczne Komisji Europejskiej i organów krajowych czyta się bez wykształcenia prawniczego. Pytanie brzmi, ile godzin kwartalnie jesteś w stanie na to przeznaczyć i czym te godziny zastępujesz.

Czego nie da się oddać

Tu jednak trzeba postawić granicę, bo bez niej powyższy wywód byłby materiałem reklamowym. Większość procesów przekazywanych na zewnątrz oddaje się niemal w całości. Zgodności regulacyjnej nie da się oddać w całości i twierdzenie inaczej byłoby nieuczciwe.

Zewnętrzny doradca nie zna umów wewnątrzgrupowych, ustaleń z dostawcami ani planów asortymentowych, a to one często przesądzają o tym, kto w danym kraju jest podmiotem zobowiązanym. Decyzja o modelu operacyjnym, o tym, przez którą spółkę płynie towar i kto go importuje, pozostaje decyzją biznesową. Dane też zostają po stronie firmy, bo nikt z zewnątrz ich nie zbierze, może najwyżej powiedzieć, których brakuje.

Na zewnątrz oddaje się monitoring, interpretację i metodykę. U siebie zostają decyzje i dane. Ta linia przebiega w każdym oddanym procesie, tylko w tym akurat przypadku bardzo łatwo pomylić się co do tego, gdzie dokładnie leży.

Są też sytuacje, w których wsparcie po prostu nie jest potrzebne. Jeden podmiot, jeden kanał, sprzedaż wyłącznie krajowa, odsprzedaż towarów kupowanych od dostawcy z Unii, brak marki własnej, brak twierdzeń środowiskowych w komunikacji, stabilny asortyment. Jeżeli do tego ktoś w firmie faktycznie śledzi zmiany i ma to wpisane w zakres obowiązków, to system działa i nie ma czego naprawiać.

Linia, którą warto sobie narysować

Zaćmienie 12 sierpnia trwało nad Islandią nieco ponad dwie minuty. Data, o którą branża martwiła się przez pół roku, minęła bez wydarzenia, bo tak zwykle wygląda zapowiedziana katastrofa. Prawdziwa zmiana zaszła wcześniej i zachodzi dalej, w tempie, którego nie widać z dnia na dzień: karta produktu stała się dokumentem, promocja operacją dowodową, opakowanie parametrem regulowanym, a pytanie o kraje sprzedaży przestało wystarczać.

Zamiast więc pytać, która regulacja jest najważniejsza, warto przez chwilę zastanowić się nad czymś innym. Weź jedną konkretną transakcję ze swojego sklepu, najlepiej taką z importem albo z wysyłką za granicę, i prześledź ją do końca: kto wystawia fakturę, skąd jedzie towar, kto zgłasza go do odprawy, kto pierwszy udostępnia go na rynku. Potem sprawdź, po której stronie linii leży każdy element, którego brakuje. Jeżeli po stronie decyzji i danych, to jest praca do wykonania u siebie. Jeżeli po stronie monitoringu i interpretacji, to jest praca, którą ktoś już wykonuje zawodowo.

Jeżeli natomiast nie wiecie, gdzie szukać kogoś, kto zna się na tym obszarze, napiszcie do mnie na LinkedIn. Postaram się pomóc albo skierować do właściwej osoby.

Poprzedni wpis